Krem mało znanej marki Mary Cohr był moim wielkim ulubieńcem podczas tegorocznych wakacji.
Ma gęstą ale lekką konsystencję, cudownie się wchłaniał i
współpracował z różnymi podkładami. Po zużyciu całego opakowania (50ml)
stwierdzam, że cel został osiągnięty- cera była ujednolicona i wyraźnie
jędrniejsza (po pół roku od zaprzestania stwierdzam, że efekt był krótkotrwały:)).
Krem jest bardzo wydajny, niewielka jego ilość nawilża całą twarz.
Opakowanie wystarczyło mi na około 3 miesiące codziennego stosowania na
dzień i na noc.
Nie jestem ekspertką od składów kosmetyków, natomiast wiem, że w tym
kremie nie ma niestety niczego, co tłumaczyłoby jego ogromną cenę (wg
różnych źródeł ok 400zł/50 ml). Owszem, jest naturalny. Owszem, działa.
Ale w innych kremach również znajdziemy masło shea, olej z pestek malin
itp.
Podsumowując: jeśli chcecie zainwestować w dobry krem, Mary Cohr
jest dla Was, kosmetyk działa, ale fajerwerków bym się nie spodziewała :-)
Używacie wysokopółkowych kremów? Jakie marki polecacie?? Chętnie wypróbuję ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz